sobota, 19 lutego 2011

Żeglarze w rękach somalijskich piratów


KOLEJNE PORWANIA U WYBRZEŻY SOMALI

Żeglarze w rękach somalijskich piratów
Fot. TVN24Somalijscy piraci czują się bezkarni wobec kolejnych niestabilnych rządów tego kraju
Nowe porwania dokonane przez somalijskich piratów. Tym razem na cel wzięli nie frachtowiec, a amerykański jacht. Uprowadzone zostały cztery osoby - informuje przedstawicielstwo Somalii przy ONZ. Tak że w piątek porwana została kolejna jednostka handlowa.
Jacht "Quest" został uprowadzony w piątek na wodach Oceanu Indyjskiego w poblizu wybrzeży Somalii.

Według internetowej kroniki rejsu, jacht należy do małżeństwa Jean i Scotta Adamów, którzy żeglują nim dookoła świata od grudnia 2004 roku.
Brytyjskie małżeństwo Chandlerów, porwane przed ponad rokiem wraz z jachtem... czytaj więcej »


Somalijski dyplomata Omar Jamal wezwał do niezwłocznego uwolnienia uprowadzonych Amerykanów, a także wszystkich innych osób przetrzymywanych przez piratów. Zaapelował też do społeczności międzynarodowej o pomoc w walce z piractwem.

Kolejny statek porwany

Także w piątek Unia Europejska poinformowała o porwaniu przez piratów somalijskich w Zatoce Adeńskiej statku "Alfardous" z 8-osobową załogą.

W rejonie wybrzeży Somalii operuje kilka okrętów wojennych z krajów UE, które ścigają piratów. Do walki z piratami ma się też włączyć Interpol.

W czwartek sąd w Nowym Jorku skazał Somalijczyka Abdiwaliego Muse'a na kare 33 lat więzienia za uprowadzenie u wybrzeży Afryki w 2009 roku i brutalne traktowanie kapitana amerykańskiego statku handlowego.

Somalia od roku 1991 nie posiada skutecznie działającego rządu. Kraj pogrążony jest w chaosie, a na wodach wzdłuż wybrzeży piractwo dla okupu pleni się coraz powszechnie. Przestępczy proceder przynosi piratom miliony dolarów.

wtorek, 1 lutego 2011

Milion manifestantów w centrum Kairu

Na centralnym placu Kairu i w jego okolicach zebrało się ponad milion demonstrantów – podaje arabska telewizja al-Dżazira. Uczestnicy „Marszu miliona” zamierzają przejść przed pałac prezydencki. Będą się tam domagali ustąpienia prezydenta Hosniego Mubaraka. Niewykluczone, że spróbują wedrzeć się do budynku. Podobne manifestacje odbędą się także w drugim co do wielkości mieście, Aleksandrii. Do przeprowadzenia wielkich protestów wezwał opozycyjny, prodemokratyczny „Ruch 6 kwietnia”.
Foto
Na największym placu Kairu zebrał się tłum manifestantów. Egipcjanie zamierzają wziąć udział w ogromnej demonstracji przeciwników prezydenta Hosniego Mubaraka (fot. PAP/EPA/ANDRE PAIN)
– Mubarak musi odejść – oświadczył Mohamed ElBaradei. Nieformalny przywódca opozycji powiedział też, że tylko ustąpienie Hosniego Mubaraka z funkcji prezydenta Egiptu umożliwi przeprowadzenie kontruktywnych rozmów z rządem w sprawie przyszłości kraju.

Demonstranci skandują: „Precz z Mubarakiem” i wymachują plakatami z wizerunkiem prezydenta na szubienicy. Niektórzy trzymali zdjęcie Mubaraka z podpisem: „Twoja głowa spadnie”.

„Marsz miliona” ma przejść przez centrum miasta przed pałac prezydencki, gdzie jego uczestnicy będą domagali się ustąpienia Mubaraka. Pałac jest chroniony przez uzbrojone jednostki wojskowe. Egipskie wojsko zapowiada jednak, że nie użyje siły wobec demonstrantów.

Śmigłowce przelatują regularnie nad centrum miasta, a armia kontroluje wiele dojazdów do stolicy.

Opozycja zapowiedziała na dzisiaj początek bezterminowego strajku generalnego. Wczoraj wieczorem prezydent Hosni Mubarak polecił swojemu nowo powołanemu zastępcy niezwłoczne rozpoczęcie rozmów z opozycją. Wiceprezydent Omar Sulejman powiedział w państwowej telewizji, że dyskusja ma dotyczyć reform prawnych i konstytucyjnych.

Podobną manifestację zapowiedziano też w Aleksandrii. Przedstawiciel komitetu wspierającego opozycjonistę Mahmeda ElBaradeia poinformował, że decyzja w tej sprawie zapadła po podaniu w telewizji publicznej informacji o wstrzymaniu ruchu pociągów. – Chcieliśmy uczestniczyć w marszu w Kairze, ale ponieważ nie będą kursować pociągi, zdecydowaliśmy pozostać w Aleksandrii i zorganizować marsz miliona przed dworcem kolejowym – powiedział jeden z opozycjonistów.

Tysiące Egipcjan cały czas koczują na placu Tahrir w centrum Kairu. Domagają się ustąpienia prezydenta tego kraju, Hosni Mubaraka. Nie satysfakcjonują ich ogłoszone zmiany w rządzie. „Nie chcemy nikogo z ekipy Mubaraka w rządzie. Chcemy cywilnego rządu, który sami wybierzemy” – mówią.

Na ulicach prowadzących do placu Tahrir jest mnóstwo wojska; żołnierze nie zatrzymują jednak ludzi wchodzących na plac. Według korespondenta telewizji Al-Dżazira, wojsko próbowało zablokować ulice, ale musiało ustąpić z powodu nadciągającego tłumu. Zgromadzeni mówią, że zostaną tak długo jak długo Mubarak pozostaje u władzy.

Mimo że na ulice Kairu wrócili policjanci, w mieście wciąż dochodzi do grabieży. W ostatnich dniach mieszkańcy sami organizowali patrole i uzbrojeni w kije usiłowali chronić swoje mienie. Egipcjanie widzieli dwa powody dla których policjanci zniknęli z ulic – część sądziła, że większość funkcjonariuszy dołączyła do protestujących; inni uważali, że władza specjalnie wycofała policję, by pokazać ludziom jak żyje się w anarchii. Powrót policji wielu mieszkańców Kairu witało z radością.
Apel organizacji pozarządowych do Mubaraka

Pięćdziesiąt egipskich organizacji pozarządowych ochrony praw człowieka wezwało we wtorek prezydenta Hosniego Mubaraka do oddania władzy w celu uniknięcia przelewu krwi. Trwająca od tygodnia rewolta pochłonęła co najmniej 125 ofiar.

– Prezydent Mubarak musi szanować wolę ludu egipskiego i wycofać się w celu uniknięcia przelewu krwi – napisano we wspólnym komunikacie.

Wśród apelujących organizacji znalazły się najważniejsze egipskie instytucje ochrony praw człowieka: Centrum Studiów nad Prawami Człowieka w Kairze, Egipskie Stowarzyszenie Praw ekonomicznych i Społecznych oraz Arabskie Centrum na rzecz Niepodległości i Sprawiedliwości.

Instytucje te wezwały do przyjęcia „nowej konstytucji, którą opracowałaby komisja z reprezentantami wszystkich partii i sił politycznych, a także społeczeństwa obywatelskiego”.

Organizacje domagają się również przeprowadzenia „wolnych i przejrzystych wyborów parlamentarnych i prezydenckich w ciągu sześciu miesięcy pod nadzorem wymiaru sprawiedliwości”.

Wyniki wyborów parlamentarnych, które odbyły się 28 listopada i 5 grudnia, są szeroko kontestowane. Główne formacje opozycyjne w Egipcie domagają się ich anulowania ze względu fałszerstwa.

Iran: Powstaje "islamski Bliski Wschód"


A TURCJA WZYWA MUBARAKA DO USTĄPIENIA

Iran: Powstaje "islamski Bliski Wschód"
Fot. EPAIran ma nadzieję, że w Egipcie dojdzie do powtórki z jego własnego podwórka. Na zdj. Iranki trzymające portret ajatollaha Chomeiniego
- Rewolta w Egipcie pomoże utworzyć "islamski Bliski Wschód" - ocenił szef irańskiej dyplomacji Ali Akbar Salehi, cytowany we wtorek przez tamtejszą telewizję państwową. Irańczyk potępił także ingerencję USA w ludowy ruch "poszukujący wolności". Tureckie władze stwierdziły natomiast, że egipski prezydent Hosni Mubarak powinien "bez wahania" wysłuchać życzeń swego narodu.
- Biorąc pod uwagę to, co wiem o wielkim rewolucyjnym narodzie Egiptu, który jest obecnie w trakcie pisania historii, jestem pewien, że odegra on dużą rolę w tworzeniu islamskiego Bliskiego Wschodu dla tych wszystkich poszukujących wolności, sprawiedliwości i niepodległości - oświadczył Salehi.

Wielki tłum Egipcjan zebrał się na centralnym placu Kairu. Opozycja... czytaj więcej »
Irańska perspektywa

Zdaniem szefa irańskiego MSZ rewolta w Egipcie "pokazuje potrzebę zmian w regionie i koniec niepopularnych reżimów". Salehi zapewnił o wsparciu Iranu dla manifestantów w Egipcie. - Maszerujemy obok tych, którzy poszukują wolności na świecie i wspieramy powstanie wielkiego narodu egipskiego - stwierdził Irańczyk.

- Niestety obserwujemy bezpośrednią ingerencję (...) kilku oficjeli amerykańskich - zauważył, nie precyzując o kogo dokładnie chodzi. W niedzielę prezydent USA Barack Obama potępili przemoc stosowaną wobec demonstrantów w Egipcie, apelując do prezydenta Hosniego Mubaraka o włączenie się do procesu reform.

Z kolei szefowa amerykańskiej dyplomacji Hillary Clinton powiedziała, że USA pragną spokojnego, uporządkowanego transferu władzy w Egipcie. Pytana, czy rząd Mubaraka jest stabilny, Clinton odpowiedziała, że nie chce się wypowiadać na temat politycznych wyborów Egipcjan.

Jak poinformował Departament Stanu USA, do Kairu przybył były Ambasador USA... czytaj więcej »
Iran i Egipt są sobie wrogie od objęcia władzy w Teheranie przez ajatollahów. Mubarak zawsze zdecydowanie sprzeciwiał się dążeniom partii religijnych do objęcia władzy w Egipcie. Iran miał natomiast Kairowi za złe podpisanie układu pokojowego z Izraelem.

Niech odejdzie

W sprawie starć w Egipcie wypowiedział się inny ważny gracz wśród krajów muzułmańskich. - Wysłuchajcie wołań ludu i jego bardzo ludzkich żądań - oświadczył we wtorek premier Turcji Recep Tayyip Erdogan. - Powinniście bez wahania uczynić zadość woli zmian pochodzącej od narodu - dodał polityk.

Erdogan, którego kraj jest często stawiany jako model demokracji wśród państw muzułmańskich, wyraził przekonanie, że rozwiązanie problemów politycznych leży w urnie wyborczej. Jak podkreślił, chce "dać prezydentowi Mubarakowi radę, szczere ostrzeżenie". Zaapelował przy tym o podjęcie kroków, które są niezbędne dla pokoju, bezpieczeństwa i stabilności Egiptu.

Walka z dyktaturą kosztowała życie 300 Egipcjan?


ONZ PODAJE DANE O STARCIACH W EGIPCIE

Walka z dyktaturą kosztowała życie 300 Egipcjan?
Fot. EPABrutalne starcia mogły pochłonąć setki ofiar
- Od początku protestów w Egipcie zginęło około 300 osób - stwierdziła Wysoka Komisarz Narodów Zjednoczonych do spraw Praw Człowieka. Navi Pillay podkreśliła jednak, że są to "niepotwierdzone dane".
Wysoka Komisarz stwierdziła, że jest "głęboko zaniepokojona rosnącą liczbą ofiar" w Egipcie podczas bezprecedensowych antyprezydenckich demonstracji.

Egipska armia po raz pierwszy od wybuchu fali protestów uznała żadania... czytaj więcej »
Egipska policja otworzyła ogień do około tysiąca demonstrantów, którzy... czytaj więcej »
- Liczba ofiar wzrasta każdego dnia i część niepotwierdzonych doniesień sugeruje, że mogło zginąć 300 osób, ponad trzy tysiące zostało rannych, a setki zatrzymano - sprecyzowała w komunikacie. - Domagam się usilnie od egipskich władz zapewnienia, że policja i inne siły porządku będą unikać użycia siły - dodała.

Zamieszki w Egipcie trwają już ósmy dzień. Przez ulice Kairu, Aleksandrii i wielu innych miast codziennie przetaczają się setki tysięcy protestujących, domagających się ustąpienia prezydenta Hosniego Mubaraka. Przez cztery pierwsze dni policja próbowała brutalnie poskromić ludzi, co skutkowało licznymi ofiarami, po obu stronach starć. W piątek na ulice wyszło wojsko, natomiast policja stopniowo zniknęła.

Do tej pory nie ma oficjalnej liczby ofiar starć między siłami porządkowymi a demonstrującymi. Agencja AFP podaje, że podczas tygodniowych zamieszek zginęło 125 osób. Według Reutera, bilans ten jest jeszcze wyższy - mowa jest o 138 zabitych.

Ludzie na ulicach. Król wyrzuca rząd


ARABSKIE PRZEBUDZENIE ZMIENIA JORDAŃSKĄ SCENĘ

Ludzie na ulicach. Król wyrzuca rząd
Fot. EPAJordańczyków zainspirowała Tunezja
Jordański król ugiął się przed żądaniami opozycji i zdymisjonował dotychczasowy rząd. Obywatele Jordanii wyszli na ulice zainspirowani wydarzeniami w Tunezji. Po obaleniu dyktatury w Tunisie doszło do dotychczas bezprecedensowych protestów w Ammanie.
Dotychczasowego premiera Samira Rifai zastąpi Marouf Bakhita. Jordania jest królestwem i to monarcha mianuje szefa rządu. Podobnie jest z wyższą izbą parlamentu - Senatem. Jedynie Izba Reprezentantów jest wyłaniana w wyborach powszechnych.

Kolejny kraj Bliskiego Wschodu wstrząsany wybuchami niezadowolenia... czytaj więcej »
Po Tunezji, Egipcie i Jordanii - Jemen stał się kolejnym krajem w regionie... czytaj więcej »
Król Abdullah II zapowiadał reformy już cztery dni temu, po pierwszej fali protestów. Nie uspokoiło to jednak ludu i nadal trwały demonstracje. Król musiał więc pójść krok dalej.

Reformy, ale z królem

Pomimo znacznego nasilenia demonstracji i presji wywieranej na władze, nie ma mowy o abdykacji króla. Nie domaga się tego nawet opozycja. Jak oświadczyła w poniedziałek główna partia opozycyjna, Front Akcji Islamskiej (FAI), oczekiwane są reformy, a nie zmiana władzy.

- Uznajemy legalność Haszymidów [rodu królewskiego panującego w Jordanii - red.] - oświadczył w poniedziałek sekretarz generalny FAI Hamzeh Mansur. - Nie ma paraleli między Jordanią i Egiptem - dodał, podkreślając, że "w Egipcie naród żąda zmiany reżimu, podczas gdy w Jordanii domagamy się reform politycznych i wybieralnych rządów".

Członek Rady Wykonawczej FAI Zaki Bani Rszeid ostrzegł jednak, że żądania te mogą się zmienić, "jeśli władze nie będą działać szybko". Jak dodał, delegacja FAI spotkała się w niedzielę z premierem Samirem ar-Rifaim.

Przekazano mu "petycję żądającą m.in. dymisji rządu, wprowadzenia zmian do ordynacji wyborczej, utworzenia rządu ocalenia narodowego i wyboru premiera".

"Nie poradzimy sobie z ewakuacją z Egiptu"


EKSPERT: RZĄDOWE PLANY TO KURIOZUM

"Nie poradzimy sobie z ewakuacją z Egiptu"
Fot. EPA"Tam w każdej chwili może wybuchnać wojna"
- Kuriozum - tak Paweł Tarnawski, ekspert ds. północnej Afryki, podsumowuje plany MSZ odnośnie ewakuacji polskich turystów z Egiptu. - Nie mamy dość wojskowych samolotów, nie wiadomo, czy zostaną wpuszczone i czy będą czynne lotniska. Nie jesteśmy przygotowani - podsumował w rozmowie z tvn24.pl.
- Gdy usłyszałem, ze MSZ „planuje” użycie lotnictwa wojskowego, z przerażeniem stwierdziłem, że nie ma i nie było żadnego planu. A powinien być przygotowany pod koniec zeszłego tygodnia – mówi portalowi tvn24.pl Paweł Tarnawski, były wysłannik ONZ do północnej Afryki i ekspert ds. polityki w regionie. Według niego zapowiedzi rządu to „zupełne kuriozum” i działalność czysto PR-owska.

"Najwyżej kilkaset osób"

– Mamy 11 CAS i jednego Tupolewa, z czego część jest w remoncie, a reszta codziennie lata do Afganistanu. Casy przenoszą poniżej 80 pasażerów, w Egipcie jest kilka tysięcy polskich turystów (szacunki mówią o 6 tys.). Zakładając, że piloci nie będą spać i będą latali non stop, i że znajdziemy lotnisko na międzylądowanie, optymistycznie uda im się przewieźć najwyżej kilkaset osób – wyliczył.
Z Warszawy wyleciał samolot po Polaków w Egipcie, a z Katowic odleciał... czytaj więcej »


To nie koniec - według Tarnowskiego - problemów z ewentualna ewakuacją. – Oczywiście, wszystko pod warunkiem, że lotniska będą otwarte, co wcale nie jest pewne, i że Egipt wpuści lotnictwo wojskowe innego państwa w swoją przestrzeń powietrzną – dodał Tarnawski.

"Tam w każdej chwili może wybuchnąć wojna domowa"

Zdaniem eksperta inne kraje, w których obywatele wypoczywają na egipskich plażach, działają bardziej profesjonalnie, bo ewakuację rozpoczęły już w niedzielę. Tymczasem z Polski wciąż odlatują samoloty z turystami na pokładach. - Biuro kontaktowało się ze swoimi rezydentami, którzy twierdzą, że tam nie dzieje się nic złego, i że możemy wylecieć. Może trochę ryzykujemy, ale chcemy jechać – mówiła reporterce TVN24 jedna z pasażerek. MSZ wydał rekomendację, w którym odradza wszystkim Polakom podróże do Egiptu.

- Można było wstrzymać loty. To niepoważne, że ludzie wciąż tam jeżdżą. Przecież tam w każdej chwili może wybuchnąć wojna domowa, a jak zacznie się lać krew i te tysiące turystów zostanie odcięte, to jestem przekonany, że sobie nie poradzimy. Cała nadzieja w Egipcjanach – uważa.
Po godzinie 7 po Polaków do Egiptu wyleciał największy czarterowy samolot... czytaj więcej »


Tarnowski dodał, że spodziewa się w Egipcie wariantu rumuńskiego, czyli że wojsko sprzymierzy się z opozycją przeciwko prezydentowi Mubarakowi. Jest jednak także możliwe, że część armii pozostanie lojalna wobec władz, a wtedy wybuchnie wojna domowa. Co to oznacza dla turystów, którzy na razie są uspokajani, że niespokojnie jest tylko w wielkich miastach, nie w kurortach?

Mogą się uaktywnić religijni ekstremiści

- Bandyci, którzy już uciekli z więzień, skorzystają z chaosu, żeby obrobić turystów, a metody mają dość brutalne. Mogą się uaktywnić religijni ekstremiści – tam już mordowano chrześcijan, gdy policjant stał na rogu każdej ulicy, co będzie się działo teraz? Jeśli dojdzie do porwania, to z kim będziemy negocjować, zwłaszcza że nie ma żadnych procedur? No i wreszcie ci ludzie są odcięci na pustyni, a tam już kończy się żywność – wyliczył.

Według Tarnowskiego należałoby rozważyć ewakuację przez Izrael, bo jest najbliżej kurortów, jednak do tego – jego zdaniem – MSZ też nie jest przygotowany. – To wydawałoby się podstawowe rzeczy, wystarczyłoby wziąć podręcznik, żeby zobaczyć podstawy zarządzania kryzysowego, a u nas wszystko dzieje się ad hoc. Możemy mieć tylko nadzieję, że nie dojdzie do najgorszego wariantu, bo nie jesteśmy na niego przygotowani. Za to jesteśmy dobrzy w żałobach narodowych – podsumował Tarnowski.

Stanowisko MSZ

W poniedziałek rzecznik MSZ poinformował, że w razie nadzwyczajnej sytuacji w Egipcie, są opracowane "plany ewentualnościowe", które uwzględniają użycie lotnictwa wojskowego lub specjalnie wyczarterowanych lotów. - Mamy takie scenariusze, ale na razie uważamy, że nie jest czas, by ich używać - oświadczył rzecznik MSZ Marcin Bosacki.