piątek, 10 września 2010

Kim są somalijscy piraci? - zobacz zdjęcia > wp.pl

Są uzbrojeni po zęby, choć często nie skończyli nawet 20 lat. Porywają olbrzymie statki, rzadziej turystyczne jachty. Za ich uwolnienie żądają 2-3 milionów dolarów okupu.

Chaos w kraju, w którym od 20 lat toczy się wojna domowa, sprawia, że czują się bezkarni.

Na zdjęciu: piraci strzegą domu jednego ze swoich przywódców w wiosce Hindawao.

Na małych motorówkach podpływają do supertankowców i wielkich chemikaliowców. Grożą załodze karabinami i granatnikami.

Czytaj więcej o somalijskich piratach.



Migawka z wybrzeża Somalii
Marynarze najczęściej nie ryzykują wymiany ognia, która mogłaby doprowadzić do wybuchu na statku przewożącym łatwopalne materiały.

Na zdjęciu: amerykański okręt wojenny widoczny z wybrzeża w wiosce Hindawao, ok. 500 km na północy wschód od Mogadiszu.

Porwany statek
Na zdjęciu porwany przez piratów chemikaliowiec "St. James Park". Na pokładzie statku znajduje się polski marynarz (czytaj więcej).

Migawka z wybrzeża Somalii
Somalijscy bojownicy powiązani z piratami siedzą w prowizorycznej herbaciarni w Hobyo, ok. 540 km na północy wschód od Mogadiszu.

Z wiosek opanowanych przez piratów często ucieka miejscowa ludności, bojąca się odwetu ze strony państw, których statki zostały porwane. Wzrost aktywności piratów u wybrzeży Somalii uczynił te wody najbardziej niebezpiecznymi na świecie.

Według Międzynarodowego Biura Morskiego, tylko do października tego roku somalijscy piraci porwali 34 statki. W rękach porywaczy w tym czasie znalazło się ponad 500 marynarzy.

Czytaj więcej o somalijskich piratach.

- Prawdziwym problemem tamtego regionu nie jest piractwo, ale bezprawie, jakie panuje w Somalii - twierdzi Andrew Stroehlein z International Crisis Group w rozmowie z Wirtualną Polską.

– To tak, jakby człowiek szedł do lekarza ze złamanym palcem. Lekarz zajmował się tym palcem przez kilka godzin, a nie widział, że pacjent ma połamane obie nogi - dodaje ekspert.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz