Piractwo to ponoć obok prostytutki i fałszerza pieniędzy jeden z najstarszych zawodów świata. Wierzyć się nie chce, ale pierwsze wzmianki o piratach pochodzą już z XIV wieku przed naszą erą. O morskich rozbójnikach pisze się książki i kręci filmy, choć współcześni somalijscy piraci zapewne ich ani nie czytali, ani nie oglądali.
Piraci stanowili prawdziwą plagę w czasach Cesarstwa Rzymskiego. Do klasyki przeszły mowy Cycerona, który uznawał piractwo za zagrożenie dla cywilizacji. W średniowieczu piratami byli Wikingowie, zaś złota era piracka nastała w rejonie Karaibów w XVII i XVIII wieku.
Wyczyny piratów sławiły książki czytane przed podlotki. Owe książki to pierwsze produkty popkultury. Jedna z najpoczytniejszych pozycji nosiła tytuł „A General History of the Robberies and Murderes of the most Notorious Pyrates". Autor Charles Johnson sławił wyczyny żeglarzy. Ta powieść, nie mająca nic wspólnego z prawdziwą historią, stała się zalążkiem scenariusza filmowego do słynnego filmu o piratach z Karaibów.
Filmów tych prawdopodobnie nie oglądali piraci somalijscy. Zapewne niewielu z nich dysponuje w swoich domach telewizją satelitarną, a kin w Somalii nie ma. Zakazali ich muzułmańscy duchowni rządzący na terenach, na których kiedyś istniała Somalia.
Kraju politycznego chaosu
Ten stary kraj, o którym egipskie papirusy wspominają już w III tysiącleciu przed naszą erą, przez lata dzielnie walczył o swoją niepodległość przeciw Anglikom i Włochom. Upragnioną wolność uzyskał wreszcie w 1960 roku, ale praktycznie utracił ją w roku 1969. Wówczas to miał miejsce zamach stanu przeprowadzony z udziałem doradców radzieckich. W jego wyniku powstała Najwyższa Rada Rewolucyjna. Na jej czele stanął generał M. Siad Barre, który przy walnym udziale doradców z KGB wprowadził system sprawowania władzy oparty na wzorcach socjalistycznych.
W 1970 Somalię ogłoszono państwem socjalistycznym, znacjonalizowano banki i przedsiębiorstwa zagraniczne. W 1976 utworzono jedyną legalną Somalijską Rewolucyjną Partię Socjalistyczną.
Barre utracił władzę w roku 1991. Wówczas to rozpoczęła się trwająca praktycznie do dziś wojna domowa. Formalną władzę objęła w 2006 roku Unia Sądów Szariackich. Praktycznie jednak doszło do rozpadu struktur państwa.
Dzisiejsza Somalia to nic innego jak strefa gangsterska. W kraju rządzą islamscy duchowni oraz plemienni kacykowie, będący często liderami pirackich gangów. Od wielu lat na niewielkich, szybkich łodziach piraci w rejonie Zatoki Adeńskiej i długiego, bo liczącego sobie 3000 kilometrów wybrzeża Somalii porywają statki.
Tylko w 2008 roku armatorzy z całego świata zapłacili piratom przynajmniej 80 milionów dolarów okupu. Biorąc pod uwagę, że cały dochód narodowy Somalii wynosi nieco ponad 600.000 milionów dolarów, jak na dłoni widać, że piractwo stanowi najważniejszy sektor narodowej gospodarki.
Piraci stanowili prawdziwą plagę w czasach Cesarstwa Rzymskiego. Do klasyki przeszły mowy Cycerona, który uznawał piractwo za zagrożenie dla cywilizacji. W średniowieczu piratami byli Wikingowie, zaś złota era piracka nastała w rejonie Karaibów w XVII i XVIII wieku.
Wyczyny piratów sławiły książki czytane przed podlotki. Owe książki to pierwsze produkty popkultury. Jedna z najpoczytniejszych pozycji nosiła tytuł „A General History of the Robberies and Murderes of the most Notorious Pyrates". Autor Charles Johnson sławił wyczyny żeglarzy. Ta powieść, nie mająca nic wspólnego z prawdziwą historią, stała się zalążkiem scenariusza filmowego do słynnego filmu o piratach z Karaibów.
Filmów tych prawdopodobnie nie oglądali piraci somalijscy. Zapewne niewielu z nich dysponuje w swoich domach telewizją satelitarną, a kin w Somalii nie ma. Zakazali ich muzułmańscy duchowni rządzący na terenach, na których kiedyś istniała Somalia.
Kraju politycznego chaosu
Ten stary kraj, o którym egipskie papirusy wspominają już w III tysiącleciu przed naszą erą, przez lata dzielnie walczył o swoją niepodległość przeciw Anglikom i Włochom. Upragnioną wolność uzyskał wreszcie w 1960 roku, ale praktycznie utracił ją w roku 1969. Wówczas to miał miejsce zamach stanu przeprowadzony z udziałem doradców radzieckich. W jego wyniku powstała Najwyższa Rada Rewolucyjna. Na jej czele stanął generał M. Siad Barre, który przy walnym udziale doradców z KGB wprowadził system sprawowania władzy oparty na wzorcach socjalistycznych.
W 1970 Somalię ogłoszono państwem socjalistycznym, znacjonalizowano banki i przedsiębiorstwa zagraniczne. W 1976 utworzono jedyną legalną Somalijską Rewolucyjną Partię Socjalistyczną.
Barre utracił władzę w roku 1991. Wówczas to rozpoczęła się trwająca praktycznie do dziś wojna domowa. Formalną władzę objęła w 2006 roku Unia Sądów Szariackich. Praktycznie jednak doszło do rozpadu struktur państwa.
Dzisiejsza Somalia to nic innego jak strefa gangsterska. W kraju rządzą islamscy duchowni oraz plemienni kacykowie, będący często liderami pirackich gangów. Od wielu lat na niewielkich, szybkich łodziach piraci w rejonie Zatoki Adeńskiej i długiego, bo liczącego sobie 3000 kilometrów wybrzeża Somalii porywają statki.
Tylko w 2008 roku armatorzy z całego świata zapłacili piratom przynajmniej 80 milionów dolarów okupu. Biorąc pod uwagę, że cały dochód narodowy Somalii wynosi nieco ponad 600.000 milionów dolarów, jak na dłoni widać, że piractwo stanowi najważniejszy sektor narodowej gospodarki.
W Wielkanocną Niedzielę prezydent Stanów Zjednoczonych odniósł swoje pierwsze militarne zwycięstwo. Po brawurowej akcji uwolniono kapitana statku „Maersk Alabama” Richarda Phillipsa. Ten doświadczony wilk morski na niewielkiej łodzi ratunkowej przez blisko pięć dni był zakładnikiem czterech piratów.
Na osobisty rozkaz prezydenta Baracka Obamy, gdy stwierdzono bezpośrednie zagrożenie życia Phillipsa, wojskowi przeprowadzili akcję, która z pewnością stanie się tematem dla Hollywood. Snajperzy zabili trzech piratów. Czwarty oddał się do niewoli, zaś Phillipsa uratowano. Kapitan wyszedł z opresji bez najmniejszego zadrapania i natychmiast został narodowym bohaterem.
W Somalii też można zwyciężać. Kraj ten być może przeciętnemu Amerykaninowi przestanie kojarzyć się z obrazem „Black Hawk Down”, opisującym nieudaną interwencję wojskową z czasów Billa Clintona. Wcześniej Francuzi odbili jacht, zabijając dwóch piratów i przy okazji jednego zakładnika. Piraci odgrażają się Amerykanom i Francuzom.
To militarne zwycięstwo odniesione dzięki znakomicie wyszkolonym snajperom z Navy Seals nie rozwiąże jednak sytuacji. Akwenu nie upilnuje kilkanaście niszczycieli i fregat z Unii Europejskiej, USA, Japonii, Indii, Rosji i Tajlandii. W rękach somalijskich piratów nadal pozostaje jeszcze ponad 200 marynarzy i 18 statków.
Eksperci obawiają się, że piraci obecnie działać będą brutalniej. Pokonani zaś nie zostaną do czasu, kiedy ktoś nie zrobi porządku w Somalii. Problem w tym, że obecnie nikt nie ma na to ochoty. Uwolnienie kapitana Phillipsa to wygrana bitwa w długiej i niełatwej wojnie. Pewnie więc usłyszymy jeszcze o niejednej tragedii.
Andrzej Jarmakowski
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz