sobota, 29 stycznia 2011

Mubarak: Reformy pomogą islamistom przejąć rządy

PRZECIEK WIKILEAKS NA TEMAT EGIPTU

Mubarak: Reformy pomogą islamistom przejąć rządy
Fot. PAP/EPAPrezydent Hosni Mubarak bał się reform w Egipcie
Amerykańskie próby wprowadzenia reform w świecie islamskim były szkodliwe, a prezydent USA George W. Bush to naiwniak - tak Stany Zjednoczone postrzegał Hosni Mubarak. Kolejni prezydenci USA naciskają na wprowadzenie reform w Egipcie, ale napotykają opór ze strony Mubaraka, który boi się przejęcia władzy przez islamistów - wynika z tajnych amerykańskich depesz dyplomatycznych opublikowanych przez Wikileaks.
Prezydent Egiptu był zdania, że źle poinformowane, dążące do reform na Bliskim Wschodzie USA popełniły kolosalne błędy. - Słyszeliśmy go lamentującego nad rezultatami poprzednich amerykańskich prób poparcia reform w świecie islamskim - napisała w maju 2009 roku amerykańska ambasada w Kairze do sekretarz stanu Hillary Clinton.

Mubarak miał przypominać w tym kontekście szacha Iranu. "USA zachęcały go do zaakceptowania reform. Tylko po to, by oglądać, jak kraj wpada w ręce rewolucyjnych, religijnych ekstremistów" - wskazywał amerykańskim dyplomatom.
Średnio 2 mld dol. rocznie od 1979 r. przekazują Stany Zjednoczone... czytaj więcej »
Co najmniej 20 osób zginęło, a 1030 zostało rannych w wyniku starć w... czytaj więcej »
Do podjęcia konkretnych kroków na rzecz demokratyzacji i poprawy sytuacji... czytaj więcej »


Podobnie krytycznie Mubarak oceniał doprowadzenie do demokratycznych wyborów w Autonomii Palestyńskiej, w wyniku których władzę przejął radykalny Hamas.

Jak komentuje Reuters, gdziekolwiek prezydent Egiptu widział amerykańskie działania, wytykał chaos i utratę stabilizacji, które z tego wynikły.

Bush-naiwniak

"Mubarak postrzegał prezydenta Busha jako naiwnego, kontrolowanego przez podwładnych i całkowicie nieprzygotowanego do poradzenia sobie z sytuacją w post-Saddamowskim Iraku" - czytamy w notce z maja 2009 roku.

Według prezydenta Egiptu, Irak potrzebował silnego, ale sprawiedliwego dowódcy wojskowego na czele kraju.

Obama - poprawa

Po przejęciu władzy przez Baracka Obamę doszło do poprawy stosunków na linii Waszyngton-Kair. Jedną z przyczyn tego stanu rzeczy była rezygnacja z otwartego, publicznego krytykowania władz egipskich przez USA - co wcześniej zdarzało się administracji prezydenta Busha.

Jednak Amerykanie, jak wynika z depesz, wcale nie zrezygnowali z namawiania Egiptu do większej otwartości i przestrzegania praw człowieka.

"Kontynuujemy promowanie demokratycznych reform w Egipcie, w tym rozwoju wolności politycznych i pluralizmu oraz promowania praw człowieka" - ambasada w Kairze napisała w lutym 2010 roku do szefa FBI Roberta Muellera,

I tak Waszyngton naciskał na Kair, by ten zniósł stan wyjątkowy, obowiązujący w kraju niemal nieprzerwanie od 1967 roku i zastąpienie go przepisami antyterrorystycznymi, które uszanowałyby wolności obywatelskie.

Islamskie obawy

Jednak, jak podsumowują amerykańscy dyplomaci w Kairze, rząd Egiptu "pozostaje sceptyczny, jeśli chodzi o naszą rolę w promocji demokracji i narzeka, że wszystkie próby otwarcia będą skutkowały wzmocnieniem Bractwa Muzułmańskiego, który obecnie ma 86 miejsc (...) w 454-miejscowym parlamencie Egiptu".

Bractwo Islamskie (Al-Ichwan al-muslimun) jest potężną organizacją islamską, której celem jest wprowadzenie islamskich zasad, w zastępstwie sekularystycznych rządów Mubaraka. Ich motto to: "Allah jest naszym celem. Prorok naszym przywódcą. Koran naszym prawem. Dżihad naszą ścieżką. Śmierć na ścieżce Boga jest naszą jedyną nadzieją".

Choć Bractwo oficjalnie jest zdelegalizowane, to jednak tolerowane przez władze Egiptu. Podczas wyborów w 2005 roku związani z nim politycy - którzy mogą startować tylko jako kandydaci niezależni - zdobyli aż 20 proc. głosów.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz